Epidemia i małżeństwa. Kto wygrał? wywiad ze mną na Deon.pl

„Są takie pary, które z tego wyszły zwycięsko i które w sobie zobaczyły dobre rzeczy. Sukcesem jest to, jeżeli po kilku miesiącach przebywania ze sobą tak bardzo długo, nadal chcemy na siebie patrzeć”

Julia Bondyra: Jednym ze skutków trwającej epidemii w Polsce i na świecie jest większa liczba pozwów rozwodowych. Co się stało z małżeństwami? 

Monika Chochla: Myślę, że trzeba jeszcze poczekać na oficjalne statystyki, ale na pewno nie był to łatwy czas dla małżeństw. W związkach, w których już były trudności, one się uwypukliły. Kiedy nie możemy już różnych spraw zamiatać pod dywan, a przebywamy ze sobą ciągle, i to jeszcze z poczuciem lęku i strachu przed koronawirusem, z niepewnością jutra, to zaczynamy się o ten dywan potykać i o wszystkie rzeczy, które nam wcześniej przeszkadzały. Tam, gdzie już się działo źle, nastąpiło pogłębienie problemów, które miały miejsce w relacji.

W tych związkach i małżeństwach, które miały się dobrze, tam, gdzie jest zaufanie, szczerość, otwarta komunikacja, tam, gdzie ludzie po prostu się lubią, to mam wrażenie, że w takich związkach albo jest tak samo, albo jest nawet lepiej. To są takie relacje, w których ludzie „wygrali” kwarantannę, ponieważ są bliżej siebie, lepiej się poznali, lepiej znają swoje potrzeby, swoje granice i potrafią też o siebie bardziej zadbać, to znaczy powiedzieć sobie: „okej, nie mam teraz siły, żeby rozmawiać z moim mężem czy żoną, potrzebuję odpoczynku i bycia samemu”. To też jest w porządku.

Dlaczego nieraz tak szybko się poddajemy i nie chcemy walczyć o związek? Obecnie mamy bardzo dużo narzędzi (psychoterapia, książki, warsztaty), żeby zadbać o relacje. Dlaczego nadal sięgamy po łatwe rozwiązania?

Głównym problemem jest nasza mentalność, która na przestrzeni lat bardzo się zmieniła. Żyjemy w takim świecie, w którym wszystko jest dostępne od zaraz. Jesteśmy nazywani „pokoleniem IKEA”. Jeżeli potrzebujemy mebli, to jedziemy do sklepu, kupujemy je od ręki, wracamy do domu, składamy i w ciągu trzech godzin mamy gotową szafkę. Dawniej wyglądało to inaczej, trzeba było się zastanowić, jaką tę szafkę chcemy, zamówić stolarza, który przyjeżdżał, mierzył, rysował, to wszystko trwało.

Nawet jeżeli w związku dzieje się źle, to my bardzo szybko zaczynamy myśleć, że trzeba zmienić związek albo rozstać się z partnerem, a nie myślimy kategoriami: co mogę zmienić w sobie, żeby było nam lepiej? Nad czym musimy popracować jako para, żeby ta relacja była bardziej satysfakcjonująca? Ten proces wymaga czasu, bo to nie lekarstwo na szczęśliwy związek działające od zaraz. Szczerze mówiąc, nawet gdy patrzę na te małżeństwa, które były dawniej, to nie jestem przekonana, że wszystkie z nich są szczęśliwe, choć tak często stawiane są nam za wzór. Niekoniecznie to są związki, w których jest pełnia miłości i jakaś głębia.

Co zrobić, żeby w naszych małżeństwach znalazły się te składowe?

 

CZYTAJ DALEJ NA DEON.PL

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.