Najlepszy scenarzysta świata niedoceniony w Hollywood

Opowiem Ci dzisiaj dwie krótkie historie, napisane przez najlepszego scenarzystę świata. Czasem nazywa się go Przypadkiem albo Zrządzeniem Losu, innym razem Szczęściem albo Zbiegiem Okoliczności. On jest na tyle skromny, że się nie obraża na takie ksywki. Robi swoje. Tworzy zwroty akcji lepsze niż u Hitchcocka i bardziej zaskakujące niż humor Tarantino. Jego pomysłów nie zobaczysz w kinie, przy odrobinie uważności możesz je jednak zobaczyć we własnym życiu. No, to zamknij oczy i wyobraź sobie…

Znalezione na ulicy

Zwyczajny poniedziałek, szybka decyzja o odwiedzinach u rodziców po powrocie z podróży poślubnej. Ulica ta sama co zwykle, spieszymy się na autobus. Nagle przed nami na chodniku wyskakują dwa banknoty stuzłotowe. Nie wiadomo skąd, bo przed nami tylko jeden dziadziu, który ma swój portfel przy sobie, a za nami chłopak który zgubił tylko 20 zł. Poza tym pusto, nikogo nie widać. Bierzemy te pieniądze i postanawiamy rozwiesić w okolicy ogłoszenia.

Robimy to dopiero po tygodniu, bo przecież zwyczajne życie pochłania, no i jeszcze padało przez dwa dni. W końcu informacja o „pewnej sumie pieniędzy znalezionej w okolicy” zawisła na słupach, chcemy jeszcze zostawić kartkę w Żabce pod blokiem. W Żabce kolejka na pół sklepu. Przyjdziemy potem, teraz idziemy na spacer. Wracając zaglądamy do środka – pusto, jedna pani przy półce z mlekiem. Sprzedawczyni od razu załapuje, że to ta sama pani, która od tygodnia pyta, czy ktoś czasem nie znalazł 200 zł, bo ona zgubiła… Okazuje się, że trafiliśmy właśnie na nią, że dokładnie w tej samej godzinie była w sklepie! Od razu dostała swoją zgubę, a jej zdziwienie i radość z odzyskanej kwoty przełożyła się na dwa wina i czekoladki dla nas 🙂

Tam, gdzie nikt się nie spodziewa

Wracamy z wyprawy autostopem i postanawiamy jeszcze zahaczyć o chorwacki Split, żeby po raz ostatni tamtego lata wykąpać się w morzu. Zachwyca nas architektura starówki, ciepła woda, plaża… Jednak robi się coraz później, a trzeba wydostać się z centrum miasta. Kompletnie nie wiemy, w którą stronę iść, żeby nocować bliżej drogi wylotowej. W dodatku w Chorwacji spanie w namiocie na dziko jest surowo zabronione, więc potrzebujemy światła dziennego, żeby znaleźć dobrze schowane przed policją miejsce. Rozglądamy się także za sklepem, by ostatnie pieniądze wydać na chleb i jakiś dżem, który wystarczy na kilkudniową podróż do Polski.

Nagle w tłumie turystów słyszę głośne: „Moooonika?!” – na początku ignoruję, myślę, że to nie do mnie, jestem w końcu ponad tysiąc kilometrów od domu, a jedyne Chorwatki, jakie znam, mieszkają w Zagrzebiu (ok 400km w głąb kraju). Wołanie się jednak powtarza, ktoś łapie mnie za ramię. Odwracam się i widzę Dianę, która przez rok od ostatniego spotkania u niej w Zagrzebiu wcale się nie zmieniła. Okazuje się, że przyjechała ze stolicy na wakacje do swojego narzeczonego, który jest przewodnikiem po Splicie. Dostaliśmy darmowe oprowadzenie po starówce, pyszną kolację, wałówkę na kolejne dni i propozycję noclegu. Ostatecznie Diana zawozi nas do parku przy wylotówce, gdzie dostajemy immunitet na legalny nocleg – narzeczony zna księdza, który opiekuje się tym miejscem 🙂

Duch wieje kędy chce

Nie jestem tak dobra w pisaniu scenariuszy jak On. Bo Duch wieje tam, gdzie chce, a my możemy tylko i aż poddać się Jego działaniu. Dla mnie te historie są ciągle żywym przypomnieniem o Jego obecności. O tym, że nikt nie ma tak dobrych pomysłów na to, co może wydarzyć się w moim życiu. Tylko On jest w stanie doprowadzić do spotkania na drugim końcu Europy, dać jedzenie gdy w plecaku widać wielkie nic, tylko On podpowiada w którym momencie wejść do sklepu, by spotkać tak dokładnie tę osobę, której szukasz. Czasem ten sam Duch popchnie Cię do spowiedzi, albo nieoczekiwanie rozpocznie Mszę Świętą, gdy przechodzisz obok kościoła. Czasem nie wiesz, dlaczego ktoś odchodzi, aż za chwilę pojawia się ktoś nowy w Twoim życiu. Rozmawiasz z kimś, mówisz jedno zdanie, a dla tej osoby to punkt zwrotny na najbliższe lata.

Takich historii mam w sercu więcej niż dwie. Każda uczy mnie, że najlepsze wciąż przede mną, i że warto uważnie śledzić scenariusze pisane przez Ducha. A co napisał w Twoim życiu?

na-bloga

2 komentarze

    • Vera, 12 października 2017, 11:04

    Odpowiedz

    Dodam jeszcze, że to nie tylko najlepszy Scenarzysta, ale też Scenograf! 🙂
    Wyobraź sobie wieczór na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu, wśród strzelistych gotyckich wież kościołów, napięcie wiszące w powietrzu, nagromadzone przez miesiące emocje, różne myśli i nagle…. Twój chłopak mówi coś, z czego jednoznacznie wynika, że zaraz się oświadczy! Patrzysz na niego z przerażeniem, w tym momencie trzaska piorun, rozpętuje się burza, wiatr wyłamuje parasol, pod którym chcieliście się schronić, Ty uciekasz, on leci za Tobą próbując zarzucić Ci na głowę swoją marynarkę (chroniąc Cię przed deszczem), … Po pół godziny wracacie na Ostrów i w dogasającym deszczu pada pytanie… Stoicie na moście, mokrzy i wzruszeni, a przechodząca właśnie wycieczka (kto oprowadza wycieczki o 22?!) dowiaduje się, że kto pocałuje się na tym moście, za rok będzie małżeństwem… 😀

    U mnie często (i jestem Mu ogromnie wdzięczna za ten „sygnał”: Halo, Jestem 😉 ), ważne rzeczy dzieją się przy akompaniamencie wiatru, czasem łagodnego powiewu (jak wtedy, gdy się zgodziłam 😉 ), czase silniejszego (jak wtedy, kiedy na początku bycia razem szukaliśmy się po parku a sieci komórkowe padły).

    A ostatnio z Przyjaciółką doszłyśmy do wniosku, że w Niebie jest specjalny departament do spraw dobieranie muzyki do konkretnego momentu 😀 Doświadczyłaś tego kiedyś? ;)))

      • Monika, 12 października 2017, 17:44
      • Autor

      Odpowiedz

      Wow, jaka piękna scena! To jest po prostu Stwórca o wielu talentach… A Departament Muzyki to świetny pomysł i chyba rzeczywiście coś w tym jest. U mnie ta muzyka to zwykle konkretne pieśni, trafiające słowem w samo sedno.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.