Zmęczenie ciągłym biegiem i otępienie umysłu – czyli co można odkryć na środku jeziora?

Wtedy Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.(…) Zaraz też przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzali Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim odprawi tłum. Gdy rozstał się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć. Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: «Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!». I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. Oni tym bardziej byli zdumieni w duszy, że nie zrozumieli sprawy z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały. /Mk 6, 30-34; 45-52/

Głosili dzień i noc

Każdego dnia odwiedzali pewnie inne miasta, wioski, chodzili po różnych drogach. Czasem zjedli, czasem nie. Otaczali ich ludzie, wszędzie pełno ludzi. Głodnych Dobrej Nowiny było tak wielu, że nieraz nie mieli czasu na posiłek. Na sen. Na pobycie samemu, na własną modlitwę. Znacie to?

Ciągle w biegu i zagonieni, robiąc przecież dobre rzeczy, nie mamy czasu na to, co dodaje nam siły do kolejnego dnia i do pracy. Skąd brać siły do codzienności, gdy pracuję tak dużo, że nie mam czasu zjeść albo spać tyle, ile potrzebuję? Jak traktować z życzliwością ludzi, gdy nie mam chwili na samotność i na odpoczynek od nich? Jak mogę głosić, gdy sama się nie modlę?

Powinniśmy dostawać za to medale

Niespodziewanie czerwiec jest dla mnie bardzo pracowitym miesiącem. Cztery wyjazdowe, dwudniowe warsztaty do przeprowadzenia, pięć krótszych kilkugodzinnych form szkoleniowych, w międzyczasie przygotowanie materiałów i konspektów, poradnictwo, organizacja dwóch wydarzeń. Ciągle w biegu, mało w domu. Taki wyścig nie wiadomo dokąd, ale wiadomo z kim: z czasem, brakiem, niedostatkiem, z niewyspaniem, zmęczeniem. Byle przechytrzyć naturalną potrzebę odpoczynku (pisze o tym m.in. Asia Chmura w odniesieniu do wypalenia zawodowego). Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie dostajemy za to medali…

W zatrzymaniu się mi pomogły dwie rzeczy: medytacja fragmentu Ewangelii, jaki czytacie we wstępie; i odpoczynek w Tatrach, korzystając z tego, że tam szkoliłam. Pływanie z widokiem na Giewont i poranny bieg ścieżką pod reglami ukoiły ciało i umysł. Medytacja okazała się świeżym spojrzeniem na wartość chwili wytchnienia i odkryciem, co zmęczenie może zrobić z moim umysłem.

Otępienie umysłu i ciągłe zmęczenie

Nieustanny bieg to ogromny wysiłek dla organizmu. Mięśnie są napięte, krew szybciej krąży w żyłach, oddychamy tak, by dostarczyć jeszcze więcej tlenu do płuc. Może pojawić się stres, bo nie wiem, jak długo jeszcze mam żyć w takim napięciu… W sytuacji głoszenia i powrotu, by odpocząć, Apostołom nie było dane nawet się położyć. Trzeba było działać – pojawili się ludzie, których musieli nakarmić, przekazywać im słowa Jezusa, zadbać o nich… Kiedy w końcu wsiedli do łodzi, chcieli w końcu odetchnąć. Jednak nie byli w stanie – przeciwny wiatr domagał się wiosłowania i kolejnego wysiłku. Wtedy przyszedł do nich Jezus, krocząc po jeziorze.

Oni Go nie poznali. „Umysł ich był otępiały„… Czasami moje zmęczenie też powoduje takie ogłupienie, brak zrozumienia, odbiera mi oczy duszy. Tak, jakby stan ekstremalnego wycieńczenia wykrzywiał rzeczywistość. Wtedy boję się miłości Boga, bo wydaje się ona zagrożeniem. Brak mi odwagi, bo zapominam o Jego obecności przy mnie. Nie poznaję Tego, który mnie zna najlepiej i mylę Go z podróbkami szczęścia. A On zaskakuje swoim przyjściem…

Jak zadbać o świeżość?

Dla Apostołów ukojeniem mogła stać się obecność Jezusa w tej samej łodzi. Wiatr się uciszył, mogli odpocząć. Nie byli sami. Mój sposób na zmęczenie jest prosty: chociaż nieco wypocząć. Nie czytać przy jedzeniu, zrobić dzień offline. Pomodlić się bez zegarka. Spać tyle, ile potrzebuję jeden dzień w tygodniu. Czasem odpuścić. Czasem z czegoś zrezygnować. Zatrzymać się w tym biegu to w ogóle dać to sobie prawo do tego, że mogę odpocząć, nie muszę być ciągle na wysokich obrotach. Nieodmiennie zaskakuje mnie, że nawet 15 minut relaksu przekłada się na owocniejsze zmaganie z przeciwnym wiatrem 🙂

na-bloga

2 komentarze

    • Basia, 26 czerwca 2016, 22:42

    Odpowiedz

    Niby takie banalne a jakie trudne w życiu… dać sobie prawo do odpoczynku. Uczę się tego nieustannie… Jak dobrze, że mówisz o tych „codziennych” ważnych sprawach…

    1. Odpowiedz

      Dzięki Basiu! I życzę dobrego odpoczywania… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.