Niebo czerwcowe nade mną, białe zachwyty we mnie

Raz, dwa, trzy…

Jedna schodziła żwirową ścieżką. Szła dostojnie, a białe koronki delikatnie sunęły po ziemi. On ją trzymał za rękę, byli roześmiani, a słońce muskało ich twarze czerwienią, gdy chowali się w cieniu drzew.

Drugą zobaczyłam na tle zachodzącego słońca. Stała z rozpostartymi rękami, próbując dosięgnąć nieba. Biel zasłaniała jego, wychylającego się nieśmiało zza warstw tiulu i tafty.

Trzecia stała pod drzewem. Cała w koronce, od stóp do głowy. Rozpuszczone włosy falowały delikatnie. On patrzył jej w oczy i gdy spojrzałam, delikatnie pocałował.

Trzy białe sukienki

Każda z nich była inna i piękna. Nie wiem, co takiego biel robi z kobietą, że każda z nas od razu wygląda anielsko… Do ślubu czy nie, biała sukienka ma niezwykłą moc. Mam wrażenie, że wygładza troski i zmartwienia, rozświetla oczy i zmęczoną cerę, dodaje delikatności. Uwydatnia wrażliwość. Kobieta w bieli nie może zrobić krzywdy, nie może wbijać raniących słów. Może białe sukienki sprawiają, że rosną nam skrzydła?

Ile osób ogląda niebo w środku tygodnia?

Te sukienki podpatrzyłam dzisiaj, gdy pojechałam na kopiec Krakusa zobaczyć zachód słońca. Trafiłam na trzy pary młode podczas sesji plenerowych – trzech fotografów umawiało się, kto następny robi zdjęcia na tle Krakowa 🙂 Wszyscy oni wyglądali jak plamki światła na świeżej zieleni. Gapiłam się na przemian a to na nich, a to na niebo. Uwielbiam czerwcowe wieczory! Jedyny taki czas, gdy tak długo można oglądać odcienie niebieskiego, zanim przejdzie w czarny. Bardzo kojarzy mi się z ogniskami, świętowaniem zdanych egzaminów, matury, zaliczenia, w ogóle świętowaniem wszystkiego co możliwe. Dzisiaj – w środku tygodnia – też było dla mnie święto, więc wystawiałam twarz do nieba. Wiecie, dzisiaj oprócz mnie zachodem zachwycało się około 60 osób, rozsianych po całym kopcu. Ciekawe, czy oni też woleli obserwować białe dziewczyny, czy jednak wygrała paleta czerwcowej czerwieni na niebie…

 

Dziewczyny, załóżcie białe sukienki!

Niech świat zobaczy, ile światła mamy w sobie 🙂

 

Na zachętę moja biała, uchwycona przez Pawła

1 komentarz

    • Michalina, 28 września 2016, 13:18

    Odpowiedz

    Światła, powiadasz? Był taki czas, ze światło to ostatnie, o co bym sie podejrzewała… Brzydota, smutek, wymęczenie – owszem. Bezradność, stres – o, jak najbardziej! Ale światło? Wolne żarty…

    Pewnego dnia, pól roku przed ślubem… „wyszłam od kolejnego lekarza-dermatologa. Zaproponował mi mocna kuracje antybiotykowa. ‚Trochę wyniszczy pani organizm.’ No jasne, trudno. Przecież chce sie ładnie wyglądać na własnym ślubie, no nie? No tak. Tylko czy ja w ogóle tego ślubu chce? Dlaczego nie opuszczają mnie wątpliwości? I jak mam się do niego przygotować, kiedy w pracy, która zabiera mi większość życia, jest źle i coraz gorzej, zdrowie sie sypie, przyjaciel, który był oparciem, rani, presja rośnie… Mam dość, nie daje rady, chce zniknąć. Boje się. Jak mam szukać pieprzonych białych sukienek? O, tu miałam jeszcze sprawdzić, no dobrze, zobaczę co maja…”

    Weszłam do sklepu i zobaczyłam sukienkę. Spokojna, delikatna i taka… pogodna. Z kwiatowymi upięciem, zwiewna, z zapięciem na szyi… Miałam już wtedy na oku inną – oryginalną, szykowną, z nietypowego materiału. Takiej jak tamta nie miałby nikt! A ta tutaj była taka… zwyczajniejsza. Urocza, ale… Hmm. Coś było w niej takiego, ze nie mogłam przestać na nią patrzeć. I nagle zrozumiałam, co czuję: zapragnęłam do niej pasować. Zapragnęłam, żeby to do mnie pasowało, że jest lekka, radosna, dziewczęca i stworzona do tańca! Przecież ja taka byłam. Ja chce taka być!

    To był początek drogi – trudnej, ale strasznie ważnej. Podstawowych pytań, szukania Boga i siebie, walki o szczęście, budowania swojej tożsamości na nowo. Parę miesięcy później kiedy stałam przy ołtarzu, ramie w ramie z mężczyzna mojego życia, byłam przejęta, szczęśliwa – i całkowicie spokojna. A potem była polska i bałkańska muzyka, śpiew i tańce do białego rana, szaleństwo z kochanymi ludźmi i początek małżeństwa, które trwa do dziś.

    Patrze teraz na nasze śpiące dzieciaki i życzę im takich momentów, w których zachwyt inspiruje i pociąga do działania.
    I myślę, że skoro głupie sukienki potrafią robić takie cuda, to chyba powinniśmy się od nich uczyć 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.